Sąsiad ma panele słoneczne

Wiele mogłabym powiedzieć na temat mojego sąsiada, ale na pewno nie to, że jest zainteresowany sprawami ochrony środowiska. Sam jeździ samochodem, który pali chyba z dwadzieścia litrów, a przynajmniej tyle emituje spalin jak podjeżdża pod swój garaż.

Nieraz możemy wiele się nauczyć od naszych sąsiadów

panele słoneczneW piecu pali węglem brunatnym, co jak wiadomo nie jest ekologicznym rozwiązaniem. Sama używam pompy ciepła, która nie emituje żadnych szkodliwych substancji, więc wiem co mówię. Sąsiad nawet o własny ogród nie dba, a co już tu mówić o resztę zieleni. Kiedy więc jednak zobaczyłam, że na jego dachu pojawiły się panele słoneczne zaczęłam być podejrzliwa. Przecież nigdy się tym nie interesował, więc co mu nagle przyszło do głowy? Wiedziałam, że ma w tym jakiś interes, ale nie wiedziałam jaki. Sąsiad poza tym, że nie dba o środowisko to jeszcze jest straszliwym sknerą, więc na pewno nie wydałby tyle pieniędzy na baterie słoneczne. Wiadomo, że nie są one tanie, to raczej inwestycja na lata, a sąsiad zwykle przejada całą wypłatę. Okazało się, że miałam rację. Chodziło o oszczędność na ogrzewaniu, żeby płacić niższe rachunki, a nie żeby dbać o naszą planetę. Tego bym się mogła spodziewać po sąsiedzie. Powiedział, że węgiel jest coraz droższy, więc szukał czegoś co mogłoby dodatkowo ogrzać jego dom, bez konieczności wymiany pieca. Taka bateria słoneczna była dla niego idealna, bo potrafi magazynować energię, więc nawet jeśli słońce nie świeci, to i tak ciepła wystarczy. To miało sens. Kilka takich paneli sprawi, że budynek będzie dogrzany.

Nie trzeba nic wymieniać, a dzięki temu zawsze będzie jakaś oszczędność, szczególnie w bardziej słoneczne dni, kiedy to chodzi bardziej o ciepłą wodę, niż o ogrzewanie. Wtedy nie opłaca się palić w piecu węglowym, tylko używać panele słoneczne. Co prawda powody założenia paneli słonecznych nie były wzniosłe, a ekonomiczne, ale i tak dobrze, że sąsiad zaczął działać ekologicznie.