Krótka historia z wiatą garażową z drewna

Powiadają, że jak się człowiek spieszy to się diabeł cieszy. I coś w tym jest. Ale w moim przypadku pośpiech był wskazany. Przeprowadzaliśmy się z rodziną do nowego domu. Niestety, albo stety, okazało się, że z naszym garażem jest coś nie tak, a pęknięcie w nim jest niepokojące. Na szybko potrzebowaliśmy schronienia dla naszego samochodu.

Jak parkowaliśmy w drewnianej wiacie garażowej

wiata garażowa drewnianaMoja koleżanka drewnianą wiatę postawiła sobie w ogrodzie, by jej samochód się nie nagrzewał ani nie mókł, a konstrukcja drewniana nie przytłaczała architektury ogrodu. Muszę przyznać, że wyglądało u niej to naprawdę przyjemnie. Jeśli ona mogła to i ja też. Spojrzałam w gazetkach na ceny wiat, ale oczywiście w samej gazetce reklamowej nie ma za dużego wyboru. Poszukałam zatem w Internecie: wiata garażowa drewniana. Niedrogie, ładne, mogły spokojnie sprawdzić się w tej roli, a później sami mogliśmy taką wiatę przenieść na działkę. Spełniała by tam podobną funkcję. Mogłam puścić na nią bluszcz, bo choć drewno uwielbiam, jeszcze bardziej uwielbiałam, gdy pięły się na nim rośliny. Drewno jest estetyczne, a wiaty z niego, ze względu na niewielką ilość zużytego materiału, nie są bardzo drogie. Nie ryzykowaliśmy wiele, bo nie jest to konstrukcja stała, którą później trzeba było wyburzać. Widziałam kiedyś takie wiaty garażowe, ale nie miałam wcześniej potrzeby by taką mieć – teraz się pojawiła. Poprosiłam męża do komputera i razem wybraliśmy jedną z nich. Zamówiłam, zapłaciłam, odebrałam – bez montażu, bo jest bajecznie prosty. Następnego dnia po odbiorze wiata stała. 

Po jakimś czasie musieliśmy ją przenieść, bo nasz garaż był już naprawiony i można było do niego wjechać. Nie powiem bym czuła się lepiej wjeżdżając do tego betonowego klocka, ale cóż. Mój mąż na razie tak chce. Zobaczymy jak będzie za jakiś czas.